#494859 15.03.2010 20:16:45
Jako osoba niezamężna przyznam, że to widmo straszy. Dać się zauroczyć, porwać chwili namiętności i chemicznej burzy w mózgu, który nagle pragnie być sercem, obwieścić „TAK” przed rodziną, Bogiem i urzędem, a potem uświadomić sobie, że wpadłam w bagno. Że z dziewczyny, która z założenia jest młoda, sexy i idealna do zabawy, stałam się starą żoną, która prasuje, zamiast się malować i karmi dziecko zupką zamiast zaliczać szybki numerek w kuchni. Że któregoś razu uświadomię, że on wywraca oczami, jak mówi kumplom, że żona ma znów fochy, a na sekretarkę zatrudni 20-latkę z kwalifikacjami wychodzącymi poza ramy standardowego CV (jędrna, grzeszna, zawsze chętna).
Przykro mi kochanie, ale po prostu nie mogę za ciebie wyjść…
Przy czym z jego perspektywy to musi wyglądać podobnie - była świeża, szczupła, zadbana i zawsze miała dla mnie czas. Teraz ma jedynie ból głowy, na który pomagają tylko pieniądze, a od jej cellulitu mam rano mdłości. Bo w ogóle, ja chcę mieć zawsze babkę przed 30-tką, a nie kopię własnej matki.
Jedyny rozsądny argument na rzecz małżeństwa opiera się na czystym biznesie - on będzie miał ugotowane, uprane i ciepłe kompresy przy przeziębieniu, ona stabilizację finansową i kogoś, kto wie jak wymienić korki.
Chyba wolę sama się nauczyć tych korków.
Przykro mi kochanie, ale po prostu nie mogę za ciebie wyjść…
Przy czym z jego perspektywy to musi wyglądać podobnie - była świeża, szczupła, zadbana i zawsze miała dla mnie czas. Teraz ma jedynie ból głowy, na który pomagają tylko pieniądze, a od jej cellulitu mam rano mdłości. Bo w ogóle, ja chcę mieć zawsze babkę przed 30-tką, a nie kopię własnej matki.
Jedyny rozsądny argument na rzecz małżeństwa opiera się na czystym biznesie - on będzie miał ugotowane, uprane i ciepłe kompresy przy przeziębieniu, ona stabilizację finansową i kogoś, kto wie jak wymienić korki.
Chyba wolę sama się nauczyć tych korków.