#494883 15.03.2010 20:28:12
Problem w tym, że we wczesnym dzieciństwie tworzą się wzorce późniejszych relacji z ludźmi. Rodzaj wewnętrznego filtra, okularów, które bardziej lub mnie zniekształcają rzeczywistość i których nie tak łatwo później się pozbyć. Dziecko dorasta, rzeczywistość się zmienia, ale emocjonalne nawyki pozostają. To co służyło przetrwaniu w rodzinie alkoholowej, uniemożliwia teraz normalne funkcjonowanie. Dorosłe już dziecko alkoholika cierpi na chroniczny brak poczucia bezpieczeństwa w otaczającym świecie, brak zaufania do ludzi, ciągłą potrzeba kontrolowania siebie. Żyje w nieustannym napięciu, w oczekiwaniu na coś nieprzyjemnego, co wydarzyć się przecież musi (tak jak kiedyś, gdy nie wiadomo było w jakim stanie ojciec wróci do domu i co się stanie potem).
Zastrzyk emocjonalnego znieczulenia, który dostał w dzieciństwie, działa co prawda cały czas, ale powoduje „znieczulenie ogólne” a więc także niezdolność do spontanicznego włączenia się w wir życia. Zamiast tego ogląda świat „jakby zza szyby”, z pozycji obserwatora. Bezpiecznie, bo z dystansu.
Ten pancerz, który człowiek przywdział by bronić się przed wrogim otoczeniem ciągle go chroni, jednak – jak mówi przysłowie - każdy kij lubi mieć dwa końce. Otóż, nie sposób przytulić się do kawałka zimnej blachy. Bo i ten pancerz to także ochrona przed bliskością. Może się to wydawać nieco dziwne, gdyż osoby zaniedbywane emocjonalnie w dzieciństwie są często wręcz głodne miłości w dorosłym życiu. Paradoks polega jednak na tym, że im bardziej jej pragną, tym trudniej jest im ją znieść. Dorosłe dzieci alkoholików targane są sprzecznymi odczuciami: ogromnym pragnieniem miłości z jednej strony i paraliżującym je lękiem przed bliskością z drugiej. Świadomie do niej dążą, ale nieświadomie ją niszczą („szybko się zakochuję i odkochuję”, „nie umiem wytrzymać z jednym partnerem” „nie wiem czemu wdaję się w burzliwe związki”).
Zastrzyk emocjonalnego znieczulenia, który dostał w dzieciństwie, działa co prawda cały czas, ale powoduje „znieczulenie ogólne” a więc także niezdolność do spontanicznego włączenia się w wir życia. Zamiast tego ogląda świat „jakby zza szyby”, z pozycji obserwatora. Bezpiecznie, bo z dystansu.
Ten pancerz, który człowiek przywdział by bronić się przed wrogim otoczeniem ciągle go chroni, jednak – jak mówi przysłowie - każdy kij lubi mieć dwa końce. Otóż, nie sposób przytulić się do kawałka zimnej blachy. Bo i ten pancerz to także ochrona przed bliskością. Może się to wydawać nieco dziwne, gdyż osoby zaniedbywane emocjonalnie w dzieciństwie są często wręcz głodne miłości w dorosłym życiu. Paradoks polega jednak na tym, że im bardziej jej pragną, tym trudniej jest im ją znieść. Dorosłe dzieci alkoholików targane są sprzecznymi odczuciami: ogromnym pragnieniem miłości z jednej strony i paraliżującym je lękiem przed bliskością z drugiej. Świadomie do niej dążą, ale nieświadomie ją niszczą („szybko się zakochuję i odkochuję”, „nie umiem wytrzymać z jednym partnerem” „nie wiem czemu wdaję się w burzliwe związki”).